Są ludzie, którzy widzą szczeniaka i po pięciu minutach wiedzą, że będzie się nazywał Bruno.
Są też tacy, którzy przez trzy tygodnie mają w domu psa o imieniu „Mały”, bo żadna propozycja nie wydaje się wystarczająco dobra.
A potem przychodzi życie.
🐶 Dołącz do społeczności bokserów!
Zarejestruj się bezpłatnie i dodaj profil swojego bokserka. Ponad 1000 właścicieli już tu jest!
Zarejestruj się bezpłatnie Mam już kontoPies zaczyna poznawać dom, kradnie pierwszą skarpetkę, próbuje wejść na kanapę, choć nikt mu na to nie pozwala, budzi wszystkich o szóstej rano i nagle okazuje się, że imię, które miało być takie dostojne, zupełnie do niego nie pasuje.
Bo prawda jest taka, że imię psa wybieramy dla siebie, ale przez następne kilkanaście lat będziemy używać go razem z psem.
I warto o tym pomyśleć trochę dłużej niż do momentu, kiedy hodowca pyta: „To jak go wpisujemy?”.
Najpierw poznaj psa
Nie ma żadnego magicznego przepisu mówiącego, że trzeba czekać 48 godzin. Nie ma też obowiązku nadawania imienia dopiero po poznaniu charakteru.
Ale kilka dni obserwacji naprawdę może pomóc.
Szczeniak, który pierwszego dnia siedzi spokojnie w kącie, po tygodniu może okazać się największym rozrabiaką w całym domu. Ten, który od początku wszędzie go pełno, może z kolei bardzo lubić spokojne drzemki.
Dlatego nie zawsze warto patrzeć wyłącznie na kolor sierści, wielkość uszu czy to, że pies wygląda jak mały niedźwiedź.
Szczególnie u boksera.
Dzisiaj masz przed sobą małą, pomarszczoną kulkę. Za jakiś czas będzie z tego pies, który z ogromnym przekonaniem uzna, że cała kanapa należy do niego, a człowiek może ewentualnie usiąść na jej brzegu.
Imię powinno więc pasować nie tylko do szczeniaka, którego widzisz dzisiaj.
Bruno, Fado, Vigo… czyli krótko i konkretnie
Nie ma naukowego prawa, które mówi, że każde psie imię musi mieć dwie sylaby. Pies może nazywać się zarówno Fado, jak i Konstantynopol.
Tyle że spróbuj zawołać:
„KONSTANTYNOPOL, WRÓĆ!”
…kiedy pies właśnie zobaczył coś bardzo interesującego po drugiej stronie parku.
W takich sytuacjach doceniamy krótkie imię.
Bruno.
Fado.
Vigo.
Luna.
Milo.
Krótki dźwięk łatwiej szybko wypowiedzieć i powtórzyć. To ma znaczenie szczególnie podczas spacerów, szkolenia czy zabawy.
Ale jest jeszcze jedna rzecz.
Imię musi być wygodne dla człowieka.
Bo jeżeli po tygodniu sami zaczniemy je skracać, przerabiać i wołać psa zupełnie inaczej, to cała wielka strategia wyboru imienia właśnie przestała mieć znaczenie.
Jest tylko jeden problem: „Siad” i „Sia”
Wybierając imię, warto powiedzieć je kilka razy razem z komendami, których zamierzamy używać.
Nie dlatego, że pies nagle dostanie „dysonansu poznawczego”. Psy po prostu uczą się rozróżniać dźwięki i ich znaczenie w konkretnym kontekście, a bardzo podobne słowa mogą niepotrzebnie utrudniać komunikację.
W anglojezycznych poradnikach często pojawia się przykład „Kit” i „Sit”.
U nas można zrobić podobny test.
Powiedz:
„Sia, siad.”
Brzmi trochę dziwnie?
To właśnie o to chodzi.
Spróbuj:
„Bruno, siad.”
„Bruno, zostań.”
„Bruno, chodź.”
Od razu słychać różnicę.
Nie oznacza to, że podobne imię automatycznie uniemożliwi szkolenie. Psy potrafią nauczyć się bardzo wielu słów i rozróżniać je z kontekstu. Po prostu nie ma powodu, żeby dokładać sobie niepotrzebnego problemu.
Najważniejsze pytanie brzmi: z czym pies kojarzy swoje imię?
I tutaj zaczyna się rzecz znacznie ważniejsza od liczby sylab.
Wyobraź sobie psa, który przez cały dzień słyszy:
„Bruno, zostaw!”
„Bruno, nie!”
„Bruno, zejdź!”
„Bruno, co ty znowu zrobiłeś?!”
A potem człowiek zastanawia się, dlaczego pies niezbyt chętnie reaguje na swoje imię.
Imię powinno być dla psa ważnym sygnałem.
Dlatego warto używać go również w dobrych momentach.
„Bruno!”
Pies patrzy.
„Dobry!”
Zabawa.
Smakołyk.
Głaskanie.
Spacer.
Z czasem pies uczy się, że kiedy słyszy swoje imię, warto zwrócić uwagę na człowieka.
I to jest dużo ważniejsze niż to, czy wybraliśmy imię na literę B, V czy X.
A może Klusek?
Tu zaczyna się część, której nie da się już zmierzyć żadną tabelką.
Niektórzy chcą, żeby ich pies nazywał się Thor.
Inni wybierają Apollo.
A jeszcze inni patrzą na potężnego boksera i stwierdzają:
„To będzie Klusek.”
I właśnie takie imiona często zostają z nami na lata.
Taco.
Bąbel.
Pączek.
Muffin.
Klusek.
Wyobraź sobie 35-kilogramowego boksera, który siedzi z miną groźnego ochroniarza, a właściciel woła go przez cały park:
„Bąbel! Chodź tutaj!”
Trudno się nie uśmiechnąć.
Imię nie musi być poważne tylko dlatego, że pies jest duży.
Czasami właśnie ten kontrast jest najlepszą częścią całej historii.
Imię może też coś o nas powiedzieć
Można oczywiście pójść w zupełnie inną stronę.
Ktoś interesuje się astronomią — może wybrać Copernicus.
Ktoś kocha muzykę — Mozart.
Ktoś jest fanem literatury — Gatsby albo Sherlock.
Ktoś lubi historię — Lincoln.
I nagle zwykłe pytanie:
„Jak ma na imię?”
nie kończy się na:
„Bruno.”
Może rozpocząć rozmowę.
„Copernicus? Dlaczego?”
„Bo od zawsze interesuję się astronomią.”
I już.
Pies właśnie zrobił to, co psy potrafią najlepiej — nawiązał kontakt między ludźmi, którzy jeszcze minutę wcześniej się nie znali.
Hodowca też może mieć coś do powiedzenia
Jeżeli kupujemy psa z hodowli, wybór imienia czasami jest ograniczony przez oznaczenie miotu.
Pojawia się konkretna litera i nagle lista naszych ulubionych imion dramatycznie się kurczy.
Ale to nie musi być problem.
Imię hodowlane czy rodowodowe nie zawsze musi być tym, którego będziemy używać każdego dnia.
Pies może mieć długie, oficjalne imię, a w domu zostać po prostu Fado.
I prawdopodobnie po kilku latach i tak będzie miał jeszcze pięć innych imion.
Bo każdy pies dostaje dodatkowe imiona
To chyba najbardziej prawdziwa zasada ze wszystkich.
Najpierw:
Bruno.
Potem:
Brunio.
Następnie:
Bruniek.
A po chwili człowiek zaczyna używać kombinacji, których nie da się już w żaden sposób wyjaśnić.
„Brunusiu!”
„Bruniasty!”
„Ty mój wariacie!”
I pies doskonale wie, że wszystkie te słowa dotyczą właśnie jego.
Dlatego wybierając imię, nie szukaj koniecznie tego jednego, idealnego.
Poszukaj takiego, które będziesz chciał wypowiadać tysiące razy.
Bo właśnie tyle razy prawdopodobnie wypowiesz je w ciągu życia swojego psa.
Na spacerze.
W samochodzie.
Przy misce.
Podczas zabawy.
Kiedy będzie spał.
Kiedy będzie udawał, że nie słyszy.
I przede wszystkim wtedy, kiedy po raz kolejny zajmie całą kanapę i będzie patrzył na Ciebie tak, jakby chciał powiedzieć:
„Przecież chyba nie zamierzasz teraz tego problemu robić ze mną?”
Imię jest początkiem wspólnej historii.
Resztę dopisze już pies.
Czytaj takze

Kolczatka i prąd to nie „ostatnia deska ratunku”: 5 faktów o awersji
Temat narzędzi awersyjnych w szkoleniu psów to w polskim Internecie regularne pole bitwy. Dyskusje, które zaczynają się od…

Dla boksera pięć minut bez ciebie to cała wieczność!
Powrót do domu według boksera Wracasz do domu po całym dniu… albo dobra, nie oszukujmy się – wyszedłeś…

6 najczęstszych błędów popełnianych przy wychowaniu boksera
Bokser to pies inteligentny, energiczny i mocno związany z opiekunem – ale te same cechy sprawiają, że błędy…

Jak powstał bokser? Niemiecka legenda o psie, który miał być wyjątkowy
Bokser to rasa, której trudno pomylić z jakąkolwiek inną. Charakterystyczna głowa, krótka kufa, atletyczna sylwetka i spojrzenie, w…

