Kiedy brałem boksera, wiedziałem, że to energiczny pies. Czytałem o rasie, oglądałem zdjęcia, rozmawiałem z ludźmi, którzy mieli boksery.

Wiedziałem, że będzie potrzebował ruchu.
Wiedziałem, że będzie silny.
🐶 Dołącz do społeczności bokserów!
Zarejestruj się bezpłatnie i dodaj profil swojego bokserka. Ponad 1000 właścicieli już tu jest!
Zarejestruj się bezpłatnie Mam już kontoWiedziałem też, że bokser potrafi być uparty.
Tylko że wiedzieć coś przed pojawieniem się psa w domu to jedno. Żyć z nim każdego dnia to zupełnie inna historia.
Dzisiaj, kiedy patrzę na mojego boksera, trudno mi uwierzyć, że kiedyś zastanawiałem się, czy dam sobie z nim radę.
Miał wtedy trzynaście miesięcy.
I był wszędzie.
Rano zaczynał się dzień
Nie należałem do osób, które potrzebują idealnego porządku. Z czasem jednak odkryłem, że przy bokserze definicja porządku potrafi się mocno zmienić.
Wstawałem rano i pierwsze pytanie brzmiało:
Co tym razem?
Kosz na śmieci trzeba było sprawdzić.
Kuchnię trzeba było sprawdzić.
Stół trzeba było sprawdzić.
Podłogę trzeba było sprawdzić.
Nie dlatego, że mój pies był złośliwy.
On po prostu uważał, że wszystko, co znajduje się w domu, może być potencjalnie interesujące.
Ręcznik?
Interesujący.
Kartka papieru?
Bardzo interesująca.
Pusta butelka?
Fantastyczna.
Coś, czego absolutnie nie powinien dotykać?
Oczywiście najbardziej interesujące.
Z czasem nauczyłem się, że przy bokserze warto myśleć kilka kroków do przodu.
Problem polegał na tym, że mój bokser często myślał kilka kroków przede mną.
„Dlaczego on ciągle coś robi?”
To było pytanie, które zadawałem sobie najczęściej.
Bywały dni, kiedy miałem wrażenie, że spacer powinien go zmęczyć.
Nie chodziło przecież o krótki wypad przed blok.
Był ruch.
Było węszenie.
Była zabawa.
Była nauka.
A mimo to wracaliśmy do domu, a on wyglądał tak, jakby dopiero zaczynał dzień.
Wtedy jeszcze nie rozumiałem jednej rzeczy.
Bokser może być zmęczony fizycznie, a jednocześnie nadal potrzebować zajęcia dla głowy.
To nie zawsze oznaczało kolejny długi spacer.
Czasami bardziej pomagało kilka minut spokojnej pracy, nauki albo szukania czegoś nosem.
Dopiero z czasem zacząłem rozumieć, że nie chodzi o to, żeby psa „wybiegać do upadłego”.
Chodzi o nauczenie go odpoczywania, skupienia i funkcjonowania w codziennym świecie.
To była dla mnie ważna lekcja.
Najgorsze było skakanie
Mój bokser uwielbiał ludzi.
To brzmi dobrze.
I rzeczywiście było dobre.
Problem polegał na tym, że jego sposób okazywania sympatii nie zawsze odpowiadał ludziom.
Gość wchodził do domu.
Bokser widział człowieka.
Bokser się cieszył.
Bokser ruszał.
Człowiek próbował wejść.
Bokser uważał, że właśnie rozpoczyna się najważniejsze wydarzenie dnia.
Skakanie było jednym z naszych największych problemów.
Na początku próbowałem różnych sposobów. Czasami działały przez kilka minut. Potem pojawiała się kolejna osoba i wszystko zaczynało się od początku.
Dopiero później zrozumiałem, że pies nie nauczy się dobrego zachowania dlatego, że raz czy dwa razy mu czegoś zabronimy.
Potrzebna jest konsekwencja.
Za każdym razem.
Nie tylko wtedy, kiedy mamy dobry humor.
Nie tylko wtedy, kiedy przychodzi ktoś ważny.
Za każdym razem.
I tutaj pojawiła się kolejna rzecz, której wcześniej nie doceniałem.
To nie tylko pies musi się nauczyć.
Właściciel też musi się nauczyć.
Był moment, kiedy miałem dosyć
Nie będę udawał, że cały czas było pięknie.
Nie było.
Bywały wieczory, kiedy byłem zmęczony i zwyczajnie nie miałem już cierpliwości.
Człowiek wraca po całym dniu, chce usiąść, odpocząć, zrobić sobie herbatę.
A bokser właśnie uznał, że jest idealny moment na zabawę.
Patrzył.
Przynosił zabawkę.
Zaczepiał.
Odchodził.
Wracał.
Patrzył jeszcze intensywniej.
A kiedy człowiek ignorował go wystarczająco długo, pojawiał się kolejny pomysł.
Wtedy naprawdę można było pomyśleć:
Czy ja na pewno wiedziałem, na co się decyduję?
I chyba właśnie takie momenty są najważniejsze w historii życia z psem.
Bo zdjęcia w internecie pokazują głównie piękne chwile.
Bokser śpiący na kanapie.
Bokser przytulony do człowieka.
Bokser z zabawką.
Bokser biegnący po trawie.
Rzadziej widzimy człowieka stojącego w kuchni i zastanawiającego się, jakim cudem pies po raz kolejny znalazł coś, czego nie powinien był znaleźć.
Potem zauważyłem coś ważnego
Mój pies nie próbował uprzykrzać mi życia.
On po prostu był młody.
Był ciekawy.
Miał dużo energii.
Nie znał jeszcze wszystkich zasad naszego domu.
I przede wszystkim nie potrafił myśleć tak jak człowiek.
To brzmi banalnie.
Ale bardzo zmieniło moje podejście.
Wcześniej myślałem:
„On wie, że nie wolno.”
Później zacząłem myśleć:
„On jeszcze tego nie umie.”
To ogromna różnica.
Jeżeli pies czegoś nie potrafi, trzeba go tego nauczyć.
Jeżeli czegoś nie rozumie, trzeba mu pokazać.
Jeżeli popełnia błąd, trzeba zastanowić się, dlaczego do niego doszło.
Nie zawsze problemem jest „nieposłuszny pies”.
Czasami problemem jest brak odpowiedniego przygotowania człowieka.
Bokser nauczył mnie cierpliwości
Nie jestem pewien, czy przed pojawieniem się psa powiedziałbym o sobie, że jestem cierpliwym człowiekiem.
Dzisiaj mam z tym mniejszy problem.
Bokser bardzo szybko pokazuje, że nie wszystko wydarzy się wtedy, kiedy tego chcemy.
Możemy zaplanować trening.
Możemy kupić najlepszą zabawkę.
Możemy przygotować idealne miejsce.
A pies może mieć zupełnie inny plan.
I wtedy trzeba zacząć od początku.
Jeszcze raz.
I jeszcze raz.
Czasami dziesięć razy.
Czasami przez kilka tygodni.
Czasami przez kilka miesięcy.
Największa zmiana nie nastąpiła jednak w nim.
Nastąpiła we mnie.
Przestałem oczekiwać, że pies będzie idealny.
Zacząłem oczekiwać, że będziemy się razem uczyć.
Najtrudniejszy był okres dorastania
Wiele osób myśli, że najtrudniejszy jest mały szczeniak.
Nie zawsze.
Dla mnie trudniejszy okazał się czas, kiedy mój pies był już większy i silniejszy, ale nadal miał młodzieńczy charakter.
To dziwne połączenie.
Wygląda jak dorosły pies.
Ma siłę dorosłego psa.
Ale w głowie nadal potrafi mieć pomysły młodego wariata.
I wtedy człowiek zaczyna mieć wrażenie, że wcześniejsza nauka nagle przestała działać.
Pies zna komendę.
Tylko akurat nie widzi powodu, żeby ją wykonać.
Zna zasady.
Tylko właśnie znalazł coś ciekawszego.
Zna swoje imię.
Tylko po drugiej stronie ulicy pojawił się pies.
To potrafi być frustrujące.
Ale jest też normalną częścią dorastania wielu psów.
Największym błędem było porównywanie
To chyba jedna z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić.
Patrzeć na innego psa i myśleć:
„Tamten już to potrafi.”
„Tamten spokojnie chodzi na smyczy.”
„Tamten nie skacze.”
„Tamten zostaje sam.”
„Dlaczego mój taki nie jest?”
Tylko że każdy pies jest inny.
Różni się temperamentem, doświadczeniem, środowiskiem i historią.
Porównywanie często nie pomaga.
Zamiast tego zacząłem patrzeć na własnego psa.
Nie pytałem już:
„Czy jest lepszy od tamtego?”
Pytałem:
„Czy jest dzisiaj choć trochę lepiej niż miesiąc temu?”
To zmieniło bardzo dużo.
I nagle zacząłem zauważać postęp
Pewnego dnia przyszedł znajomy.
Mój bokser podbiegł do drzwi.
Zatrzymał się.
Spojrzał.
I nie skoczył.
To był drobiazg.
Dla kogoś z boku prawdopodobnie zupełnie niezauważalny.
Dla mnie był ogromny.
Bo pamiętałem, jak wyglądało to wcześniej.
Podobnie było ze spacerami.
Najpierw kilka sekund skupienia.
Potem kilkanaście.
Później coraz więcej.
Nie stało się to nagle.
Nie było jednego magicznego dnia, kiedy pies obudził się rano i wszystko umiał.
Zmiana przychodziła małymi krokami.
Tylko trzeba było je zauważać.
Dzisiaj wiem, że chciałem zbyt wiele
Chciałem, żeby mój bokser był posłuszny.
Spokojny.
Grzeczny.
Towarzyski.
Energiczny, ale nie za bardzo.
Zabawowy, ale kiedy ja chcę.
Czujny, ale bez szczekania.
Silny, ale łatwy do prowadzenia.
W pewnym momencie dotarło do mnie, że właściwie chciałem psa stworzonego dokładnie pod moje oczekiwania.
A przecież bokser nie jest robotem.
Ma własny charakter.
Ma emocje.
Ma potrzeby.
Ma swoje dobre i gorsze dni.
I właśnie dlatego jest psem, a nie urządzeniem, które wystarczy odpowiednio skonfigurować.
Czy dzisiaj zrobiłbym coś inaczej?
Tak.
Przede wszystkim wcześniej poszukałbym pomocy, zamiast czekać, aż problem zrobi się naprawdę duży.
Wcześniej zacząłbym pracować nad spokojnym zachowaniem.
Więcej uwagi poświęciłbym odpoczynkowi.
Mniej przejmowałbym się tym, co robią inne psy.
I zdecydowanie mniej razy myślałbym:
„Co z nim jest nie tak?”
Dzisiaj częściej pytam:
„Czego on jeszcze nie rozumie?”
To dużo lepsze pytanie.
A najważniejsze?
Po tych wszystkich problemach nadal zrobiłbym to samo.
Wybrałbym boksera.
Nie dlatego, że jest idealny.
Właśnie dlatego, że nie jest.
Bo bokser potrafi być męczący.
Potrafi być uparty.
Potrafi wystawić cierpliwość człowieka na próbę.
Potrafi zrobić bałagan dokładnie wtedy, kiedy nie mamy na to czasu.
Potrafi też patrzeć na człowieka w taki sposób, że trudno się na niego długo złościć.
I chyba właśnie na tym polega fenomen tej rasy.
Bokser potrafi człowieka zmusić do zwolnienia.
Do powtórzenia.
Do nauczenia się cierpliwości.
Do zaakceptowania, że nie wszystko musi być idealne.
Dzisiaj, kiedy patrzę na mojego psa, nie widzę już tego trzynastomiesięcznego wariata, który potrafił doprowadzić mnie do granic cierpliwości.
Widzę psa, z którym przeszliśmy pewną drogę.
I wiem jedno.
Gdybym miał jeszcze raz przeżyć ten pierwszy rok, prawdopodobnie popełniłbym wiele tych samych błędów.
Ale szybciej zrozumiałbym jedną rzecz:
Nie chodziło o to, żeby wychować idealnego boksera.
Chodziło o to, żeby nauczyć się żyć razem.
I chyba właśnie tego nikt mi wcześniej nie powiedział.
Zobacz też
- Nie planowałem, że pies aż tak zmieni moje życie.
- Dlaczego Twój pies to „klaun kynologii”? Pięć zaskakujących faktów o bokserach, które zmienią Twoje podejście do szkolenia
- Bokserskie życie na co dzień – chwile, które pokazują prawdziwy charakter boksera
Czytaj takze

❤️ Maximus – bokser, który stanął w obronie swojej rodziny
SERIA: PRAWDZIWE HISTORIE BOKSERÓW Prawdziwe historie psów, które spotykamy na swojej drodze. Historie o trudnych początkach, nowych domach,…

Ken – bokser, który przez całe życie czekał na miłość
Nie każdy pies od początku wie, czym jest dom. Niektóre muszą czekać na niego przez większość swojego życia.…

Angus – mały bokser, który dostał drugą szansę
Angus miał zaledwie cztery miesiące, kiedy jego życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Był szczeniakiem po przebytej parwowirozie…

Ruckus – bokser, który nie potrzebował wzroku, żeby znaleźć dom
Ruckus był bokserem, którego życie nie zaczęło się tak, jak powinno. Był niewidomy. Dla wielu osób to wystarczający…

